poniedziałek, 8 marca 2010

Przezorna Narzeczona i jej chleb.

Chleb zaproponowany przez Margot w 65-tym wydaniu WP On już kiedyś piekł. Pamiętam, że był to jeden z bardziej smakowitych hamelmanowych bochenków. Gdy zobaczyłam go jako propozycję z WP, od razu zajrzałam do książki. Lubię jego notatki na marginesie: "Perfekcja..., choć można by piec inaczej". Takiej uwagi nie mogłam zignorować. Zachęcona starałam się rozplanować długie pieczenie. Tymczasem w trakcie weekendu zaczęły napływać wieści od innych weekendowych piekarek. Przyznaję, że trochę się zestresowałam. Donosiłyście, że chleb się rozlewa, że trudno go uformować. Ostatecznie z ciężkim sercem przystąpiłam do odświeżania moich zakwasów. Pszenny po 12 godzinach nie pachniał należycie. Chuchając, dmuchając na zimne, przerobiłam żytni na pszenny. W poniedziałek rano miałam dwa dojrzałe zakwasy. Płynny pszenny, cały w bąblach i gęsty żytni z kopułką. Odmierzyłam wszystkie składniki. Zostawiłam mu karteczkę i pojechałam do pracy. Gdy wróciłam moje ciasto już podlegało autolizie. Wydawało mi się całkiem gęste, ale za chwile wpadłam w popłoch. Okazało się, że nie odłożyłam łyżeczki i łyżki zakwasów, tym samym otrzymując ciasto o większej hydracji niż w przepisie. A że w naszym mieszkaniu po wielkiej, sobotniej awarii rury, jest z całą pewnością wilgotno, przynajmniej powierzchnia parkietu by na to wskazywała, serce skoczyło mi o gardą. Podczas właściwego wyrabiania, przerażona nie na żarty, dosypałam niecałą łyżkę mąki. Wyrabiało mi się całkiem spokojnie, skróciłam czas do 4 minut, bo J.H. tego typu chleby wyrabia raczej krótko. Odstawiłam do fermentacji. W między czasie w rytmie kap kap kap z rury, obszyłam koszyk ściereczką. Przyznaje ze strachu, po tych wszystkich opowieściach. Czekając na hydraulika, składałam sobie ciasto w wyznaczonych odstępach. Zwykle składam na dwa i znowu na dwa i tak czasem się zapamiętałam w tym składaniu... Uformowałam najpierw w kulę, dałam mu odpocząć przez kwadrans. Tymczasem przyszedł hydraulik. Pocmokał, głową pokręcił. Będzie trzeba kuć. To my przyjdziemy jutro. Bochenek wyrastał w koszu. W swoim czasie trafił na łopatę i tu uwidoczniły się niedoskonałości formowania. Wiedziałam, że rozpłaszczy się okrutnie. Wiedziałam też, że w piekarniku wzbije się pod sam sufit. Te chleby tak mają. Popijając popołudniowe latte pozwoliłam zrumienić się skórce, bo tak lubię. I oto jest. Rumiany. Może za płytko nacięty. W sam raz na wieczorne dzwony. Mój chleb.

Przepis w zaproszeniu.

Jutro zdjęcie kromek. Choć jak widzicie nie wytrzymałam i odkroiłam ciepłą piętkę. Do kawy. Pyszny. Pół powędrowało w prezencie do sąsiadów. Po drugiej połowie nie ma już śladu.

Wydaje mi się, że chleb rozlewał się z powodu słabości mąki. Hamelman piecze te chleby na mące amerykańskiej. Ona jest o wiele mocniejsze niż polska. Chleby na mące ze słynnego młyna są rzadsze. Tym razem skorzystaliśmy z pewnej brytyjskiej sieci.

17 komentarzy:

Patrycja pisze...

Co Ty się czepiasz, przecież on ma piękne wnętrze i wcale nie jest niski! Ja bym zjadła:)

Współczuję tego kucia:(

margot pisze...

to trochę miałaś przejść i z chlebem i z awarią , jedno zakończyło się sukcesem , myślę o chlebie -wygląda pysznie
Mam nadzieje ,że i po awarii jutro będzie tylko wspomnienie

Zaytoon pisze...

Najważniejsze, że pomimo wszystkich przeciwności, chleb się udał. Wygląda smakowicie!

Gospodarna narzeczona pisze...

Patrycjo, a nie wysokość dobra. Taka jestem czepliwa do chlebów. A kucie...co tam kucie. Gdybyś widziała jak woda ze ściany leciała strumieniem ...teraz mamy co wspominać. A jako para chyba sprawdzamy się w kryzysach, przynajmniej żywiołowych: głód, zalanie...

Margot: to zaszczyt piec pod twoim przewodnictwem. Owszem pyszny. On pewnie stwierdzi, że kwaskowy. Ale ja takie lubię.Þół chyba zaniosę sąsiadom, byli boscy w czasie awarii.

zemfiroczka pisze...

Acha! No i ja sobie tak siedzę, czytam, całkiem spokojnie nawet, ale gdzieś tam w sobie duszę: "o rany ta to ma łeb do chleba". Chyba zaczynam marzyć o powrocie: primo - do własnej kuchni, secundo - z dobrym piekarnikiem.

I jak tam kucie?

An-na pisze...

No właśnie, nareszcie ktoś to potwierdził - mąka z polskich młynów czy sklepów daje rzadsze ciasto i ilekroć piekłam chleby Hamelmana dokładnie według przepisu, tylekroć były zbyt rzadkie. Zaczęłam więc dosypywać nieco mąki, bo po jakimś czasie można wyczuć, jaką gęstość ma mieć ciasto. A od kiedy kupuję mąkę chlebową w pewnej brytyjskiej sieci... jest inaczej!

kasiaaaa24 pisze...

Wspaniały ten chleb :)

Gospodarna narzeczona pisze...

An-na: On mi tu podszeptuje. Nie dosypuj mąki, raczej daj mniej wody. Ja robie i tak według przepisu. Lubię te luźniejsze ciasta ;-)

ptasia pisze...

Luzaki mają zazwyczaj fajny miąższ, bardziej dziurzasty.
Jak ładnie uniknęłaś product placement w ostatnich dwóch zdaniach wpisu. Ja i tak się wszystkiego domyśliłam :)

An-na pisze...

Narzeczeni - dzięki :) Tak też robię, bo to logiczne, ale zdarza mi najpierw stosować ściśle do przepisu, a potem skrzywić się nad tym chlebem - i dodać mąki...

Mafilka pisze...

Nie wiem co to jest 'pewna brytyjska sieć', a bym wiedzieć chciała, to po pierwsze.
Po drugie, jutro nastawię sobie znów zakwasy i w środę, mądrzejsza o bezcenne tu uwagi zrobię ten chleb raz jeszcze.
Po trzecie, to się proszę bochna własnego nie czepiać, bo wyszedł całkiem profesjonalnie ;)
Pozdrawiam na koniec:*

Magoldie pisze...

Jak dla mnie kawal niezlej roboty zwazajac na fakt iz przeciwnosci losu nie ulatwialy dokonania tak pieknego dziela :D

asiejka pisze...

cudnie sobie poradziłaś z tymi wszystkimi czyhającymi przeciwnościami..

Ania pisze...

A ja mąkę kupuję w młynie krakowskim i robię dokładnie według JH i wydaje mi się że konsystencja jest dobra. Ładnie rosną i dobrze się formują.
A chleb Ci wyszedł bardzo ładnie.

Gospodarna narzeczona pisze...

Aniu, bo większość wychodzi. Choć oni tam i tak mają mocniejszą mąkę.A Krakowski młyn sprzedaje też w sklepach. Jeżdżę do Karkowa co miesiąc, co mi szkodzi zaopatrzyć się w mąkę. Pozdrawiam! I...wiesz co?

kass pisze...

Dziewczyny mnie tez ostatnio ciasto sie 'leje'...i uważam że to mąka jest nie taka jak trzeba, juz kupiłam inna bedę próbowała, moze wyjdzie lepiej...a tymczasem zaslaniam oczy ze wstydu i pokazuję na mój wyczyn:
http://smakiaromaty.blogspot.com/2010/03/chleb-na-dwoch-zakwasachwp-65.html
dziękuję za wspólne pieczenie!

Tilianara pisze...

Hehehe, Kasiu, ja bym chciała, żeby moje chleby co to się rozlały były takie wyrośnięte :) Ale ja wiem, że Ty perfekcjonistką jesteś - nic dziwnego skoro oboje tak mistrzostwo szlifujecie :)
Zaraz odpiszę na @ :*