piątek, 28 stycznia 2011

Nauka w sukcesach i porażkach.


Obiecałam nadrabianie zaległości ... więc oto zaczynam.


Muszę powiedzieć, że ostatnie miesiące nie były najłaskawsze. Kapryśnie było w mojej kuchni, a wpadkom nie pomagał mój perfekcjonizm. A to nie ten smak, a to nie ten wygląd czy konsystencja. Nie byłabym jednak sobą, gdybym łatwo się poddawała. Tak było i z tym kulebiakiem. Pierwsze ciasto wylądowało w koszu i najgorsze w tym było to, że zupełnie nie rozumiałam czemu. Po prostu nie wyrosło w czasie pierwszej fermentacji.

Po kilku chwilach zwątpienia, zabrałam się za nie ponownie i wyszło ... przyzwoicie.


Okrągły kulebiak upieczony w tortownicy wyszedł doskonały. Ciasto puchate i lekko wilgotne, z nutą słodyczy, lekko maślane było rewelacyjnym dopełnieniem farszu, mocnego w smaku, aromatycznego, mięsnego. Dodatkową atrakcją była możliwość zabawy w dekorowanie, co ostatnimi czasy jest głównym tematem moich kulinarnych eksperymentów.

Podobnie bułeczki, które upiekłam zamiast pasztecików zachwycały zarówno smakiem jak i konsystencją, a maślane oczy Męża dodawały mi skrzydeł.


W tym oceanie szczęścia, była jednak wysepka goryczy. Kulebiak upieczony w keksówce nie dopiekł się i żadną miarą nie chciał się dopiec. Zewnętrzne ciasto było dawno gotowe, a środek dalej surowy. Jaka była tego przyczyna? Zapewne zbyt dużo farszu napakowanego na zbyt cienko rozwałkowane ciasto. Pozostało mi powiedzieć trudno i zapamiętać tę lekcję.


I tak z kolejną kulinarną wyprawą dostałam nie tylko smakowite danie, ale i naukę, co najbardziej cenię w swoich kuchennych zmaganiach. Teraz myślę nad nowym farszem, gdyż smak tych bułeczek chodzi za mną krok w krok.

Przepis znajdziecie
tutaj i u Gospodyni.


Smacznego.

14 komentarzy:

Ag Pe pisze...

Jesteś artystką. Są przepiękne. No i zapewne smakowite. Ja też kilkukrotnie zrobiłam sobie zakalec, który ani się nie dopiekł ani nie smakował. Za to dużo mnie nauczył. :)

amarantka pisze...

Trening czyni mistrza :) i patrząc i czytając mam wrażenie, że coraz bliżej jesteś już tego mistrzostwa. Właściwie w moim odczuciu to już mistrzynią jesteś. Brawa na pewno wielkie już dziś Ci się należą :)

Amber pisze...

Piękny! Chyba jesteś zbyt wymagająca.
Ale nie mam pomysłu,dlaczego nie dopiekł się w keksówce...

asieja pisze...

udało się..
cudownie, że masz w sobie tyle cierpliwości, by próbowac.. mnie jej jeszcze chyba trochę brakuje.

Kuba pisze...

Piękne! Mnie brakuje cierpliwości do takich misternych zdobień :-(
Pozdrawiam!

Tilianara pisze...

Dzięki Wam za miłe słowa :) Wszystkich, którzy nie piekli tego kulebiaka zachęcam do jego upieczenia. Jest wyborny! :)

Jola pisze...

Piekne!!!

Karmel-itka. pisze...

wyglądają... uroczo. cudowne!

An-na pisze...

Tli, a zwijałaś kulebiak jak makowiec, czy farsz włożyłaś do środka? Bo może o to chodzi, żeby surowe ciasto nie znalazło się w środku, tylko na zewnątrz, jak w okrągłym kulebiaku i jak w kulebiaku rosyjskim? Spróbuj jeszcze surowe ciasto posmarować białkiem, zanim położysz farsz. Może to jest metoda? Ja tak piekę.

Ale co tam - śliczne są :)

Daria i Jarek pisze...

wygladaja naprawde swietnie!!! nie na darmo sie mowi, ze trening czyni mistrza!!! My przerabiamy ksiazeczke pana Hamelmana i juz trzy bochenki chleba poszly do kosza ale nie zrazamy sie... pieczemy dalej... ale wiemy co czujesz, bo nam tez zal wyrzucac tyle produktow do kosza... no ale jakos w koncu czlowiek musi nauczyc...
Zyczymy wytrwalosci w pieczeniu,

Kuchareczka pisze...

Bardzo mi się podoba ten zezłocony wierzch z warkoczykiem i kwiatkami. BARDZO.

lo pisze...

Wróciłaś na całego!!! Świetnie. Myślę, że każdy z nas ma takie chwile i dania, kiedy coś nie wychodzi. Najważśniejsze to się nie poddawać i próbować, próbować...

Tilianara pisze...

Dzięki jeszcze raz za przemiłe słowa :)

Anno, na rozwałkowanym cieście ułożyłam farsz jak w makowcu, a potem zawinęłam. Myślę, że po prostu napakowałam tam za dużo farszu, a do tego był on zbyt wilgotny :) Dzięki za radę :)

moniazo pisze...

och jak się cieszę!!! Mnie też się ten zawijany nie dopiekł :)